Różnie różniście i z serduchem

Blog, który jest dla mnie dzienniczkiem, pozwalający kontrolować moje postępy w szyciu. Pokazuję projekty zarówno powstałe z wykrojów Burdy, Papavero, Anna - moda na szycie i wiele innych. Często nadaję nieużywanym rzeczom nowe życie, szyję zabawki, czy dekoracje. Nigdy nie uczyłam się szyć w szkole, czy na kursie. Wszystkiego nauczyłam się sama i dużo satysfakcji daje mi czytanie pochlebnych komentarzy. Blog jest moją motywacją i pamiętnikiem.

piątek, 3 lutego 2017

Więcej planowania niż szycia

Też tak czasem macie, że planujecie coś i odkładacie to w nieskończoność mimo, że wystarczy chwila żeby zrealizować plan? Mi zdarza się to bardzo często, szczególnie jeśli chodzi o szycie dla samej siebie. Tak było w przypadku kosmetyczki, którą planowałam uszyć odkąd uszyłam tą (klik) w prezencie, czyli niemal 3 lata temu. Gdybym nie pisała bloga, w życiu bym nie powiedziała, że aż tyle czasu upłynęło od planu do realizacji. Pewnie gdyby nie nadchodzący wyjazd, nadal odkładałabym ten projekt, mimo iż uszycie kosmetyczki zajęło mi godzinę, może dwie.

Podobnie jak jej poprzedniczka, kosmetyczka ma podszewkę, są nawet odrobinę podobne, jednak różnią się kształtem. Sposobów na uszycie możecie znaleźć mnóstwo, więc na nie będę się na ten temat rozpisywać. Obie warstwy, czyli podszewkę i wierzch podkleiłam flizeliną, uszyłam dwie identyczne części, które połączyłam w miejscu wszycia zamka. Większość instrukcji zaleca wycięcie kwadratów w miejscu gdzie zszywamy kosmetyczkę tak, by stworzyła bryłę, ja jednak zostawiłam te części, by dodatkowo usztywnić konstrukcję. Podobnie jak w poprzedniej kosmetyczce, zszyłam podszewkę z wierzchem dodatkowo po szwach wewnętrznych, tak by uniknąć przemieszczania się podszewki.

Jako, że metki, które jakiś czas temu zrobiłam postanowiły zrobić mi psikusa i schowały się przed moim wzrokiem, namalowałam w niektórych kropkach coś na kształt podpisu ;) Saszetka powstała głównie z myślą o przechowywaniu kosmetyków do makijażu, więc bez problemu mieści puder prasowany, pędzle, tusz, podkład i jeszcze parę drobiazgów. W czasie wyjazdu zweryfikuję, czy taka konstrukcja się sprawdza. Poprzednia bowiem podobno spisuje się na medal ;)

Na koniec poglądowy szablon, jakie wymiary powinna mieć zszywana część. Szczerze przyznam, że szablon trochę dla mnie samej na przyszłość, bo zdarza mi się gubić takie proste szablony. Gdyby jednak ktoś miał ochotę skorzystać - zapraszam. Do długości N trzeba dodać zapasy na szwy, natomiast do M już nie (pamiętajcie, że suwak też ma swoją szerokość). Szare kwadraty najwygodniej wyciąć po zszyciu boków, jeżeli już się na to zdecydujemy, ale równie dobrze można je zostawić.

wtorek, 10 stycznia 2017

Księżniczka dorosła

Pamiętacie różową sukienkę dla księżniczki na bal przebierańców? Wspominałam wtedy o kolejnej, o której chcę dziś trochę napisać. W listopadzie uszyłam spódnicę specjalnie na 18-te urodziny siostry, która pierwotnie miała być sukienką podobną do swojej poprzedniczki. Ostatecznie spódnica z sukienką ma niewiele wspólnego, chyba jedynie kolor się zgadza. Spódnicę uszyłam z kilku warstw tiulu (ostatecznie 16 metrów warstw) na podszewce z bawegi według tutorialu.

Samą instrukcję zmodyfikowałam na własne potrzeby, lecz zachowałam główną ideę, czyli warstwy upinane w kilku miejscach na podszewce, przez co spódnica ma odpowiednią objętość, ale nie poszerza zbytnio w talii. Moje zmiany to wydłużenie warstw i uformowanie każdej z nich w zakładki, włącznie z wierzchnimi. Możecie się domyślić, że upięcie 16 metrów tiulu było bardzo pracochłonne, szczególnie biorąc pod uwagę, że lubię wszystko mieć symetryczne. Obok pracochłonności było to bardzo odprężające, co nie zmienia faktu, że nie ucieszyło mnie gdy musiałam pruć i upinać na nowo. Każda warstwa to 4m tiulu, a wierzchnia 8m. Zdecydowałam się wierzchnią warstwę ułożyć w zakładki, bo zmarszczona zbytnio się stroszyła. Możecie zobaczyć na zdjęciu niżej jak wyglądała w pierwotnej wersji.

Zapewne dużo lepiej by się prezentowała, gdybym użyła tiulu, który wybrała autorka instrukcji, jednak jak to bywa z zamawianiem materiałów przez Internet, nie spełnił moich oczekiwań. Nie poszłam od razu na łatwiznę, bo wcześniej zrobiłam rozeznanie w stacjonarnych sklepach. Tam jednak nie znalazłam innego oprócz sztywnego, więc pozostał ten, który miał nie być sztywny ;) Jego kolor też miał być inny, ale i tutaj się rozczarowałam, bo nie pasował idealnie do podszewki. Ze względu na brak czasu, użyłam tych zamówionych i zmodyfikowałam odrobinę sposób wszycia warstw.

Spódnicę uszyłam z myślą założenia jej na sukienkę, tak by wyglądały jak całość. Myślę, że to się udało, bo kolor bawegi pasuje do koloru sukienki, przez co pasek spódnicy nie odznacza się, czego się obawiałam. Z efektu końcowego jestem zadowolona, bo siostra zrobiła furorę, nikt nie wierzył że to dwie części. Mogłam jedynie inaczej ułożyć zamek na warstwach, bo zakładki trochę sterczą w tym miejscu, co niestety okazało się dopiero po rozcięciu warstw, a wtedy na poprawki już było za późno. Ostatnie zastrzeżenie to sam rodzaj tiulu, bo ten możnaby bez końca układać, a i tak któraś z warstw się podwinie, co też się dzieje przy każdym ruchu. Tylko kto powiedział, że księżniczka musi się ruszać? :)

Na koniec moje ulubione zdjęcia szczegółów.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Podsumowanie z Józiem

Dziś szybki post podsumowujący rok 2016. Przygotowując podsumowanie zostałam kilka razy zaskoczona przez liczby. Po pierwsze napisałam zaskakująco mało postów, bo jedynie 16, co daje średnią 1,3 posta na miesiąc, ale pomimo tego liczba odwiedzin bloga w porównaniu do ubiegłego roku znacząco wzrosła, co mnie niezmiernie cieszy.

Najbardziej popularnym wpisem okazała się dżinsowa sukienka (klik), która zajęła pierwsze miejsce zarówno pod względem wyświetleń jak i komentarzy. Najpopularniejsze zdjęcie na Instagramie, to zapowiedź misia Blue

Chciałabym w kolejnym roku pisać bardziej regularnie, szczególnie że sporo z moich uszytków nie doczekało się publikacji. Jednym z nich jest renifero-łoś Józio, którego jedynie pokazałam na Facebooku. Od tamtego zdjęcia zyskał oczy ;)

Trochę więcej na temat misia:

Powstał na podstawie wykroju znalezionego w sieci. Uszyłam go z zamszu, który okazał się być na tyle problematyczny, że skończyło się na ręcznym szyciu. Muszę przyznać, że jak wcześniej denerwowało mnie szycie ręczne, tak teraz sprawia mi to ogromną satysfakcję. Misia wypchałam skrawkami owaty, a otwory zszyłam standardowo jak w przypadku pluszaków, nos wyszyłam muliną, a oczka namalowałam farbą Fevicryl. Kończyny przymocowałam tak, by pozostały ruchome i dodałam maleńkie guziczki odprute kiedyś z koszuli. Najważniejsze! Dodałam mu ogonek, po czym zaczęłam się zastanawiać czy renifery/łosie mają takie ogonki ;)

Józio długo czekał na sweterek i ostatecznie doczekał się grubego sweterka z dresówki drapanej, która została po uszyciu sukienki. Brzegi ręcznie wykończyłam malinową nitką ściegiem, którego nazwy nie znam i nie wiem nawet czy jakąś ma. Na koniec życzę Wam Szczęśliwego Roku i zapraszam do siebie w 2017 roku :)